Listeners:
Top listeners:
Tajemnice myśli. Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus Maciej Witkowski
Słońce nad Island of Geese. Trzy tysiące ludzi, dziesiątki atrakcji i jeden cel – być razem Tralee, 28 czerwca 2026 roku. Już od południa zielony skwer Island of Geese, położony w samym sercu miasta, zaczął wypełniać się ludźmi. Z każdą godziną przybywało rodzin z dziećmi, seniorów, młodzieży i spacerowiczów. Słychać było język polski, angielski, ukraiński, litewski i wiele innych. Nie było znaczenia, skąd kto pochodził. Tego dnia wszyscy spotkali się z jednego powodu – by wspólnie świętować podczas II Polsko- Irlandzkiego Festiwalu Integracyjnego w Kerry, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Charytatywne „Polonia Polanie”.

Szacuje się, że przez teren festiwalu przewinęło się blisko trzy tysiące osób. Pogoda również okazała się sprzymierzeńcem organizatorów. Chmury tylko na chwilę przysłoniły niebo i spadło kilka kropli deszczu, ale zaraz potem ponownie wyszło słońce, które już do wieczora oświetlało kolorowe namioty, scenę oraz setki uśmiechniętych twarzy.
Oficjalne otwarcie rozpoczęła prezes Stowarzyszenia Charytatywnego „Polonia Polanie”, Edyta Skwira witając mieszkańców Tralee, gości z całej Irlandii oraz przedstawicieli władz.
W swoim wystąpieniu podkreśliła, że festiwal jest świętem przyjaźni, współpracy i wzajemnego poznawania kultur. Następnie głos zabrali Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Irlandii Artur Michalski, minister Norma Foley, burmistrzyni Tralee Angie Baily, burmistrz hrabstwa Kerry Mikey Sheehy oraz poseł Pa Daly.
Na zakończenie części oficjalnej zaproszeni goście otrzymali wyjątkowe, dwujęzyczne książki o Warszawie oraz o bohaterach lat wojennych, przekazane przez Bibliotekę Publiczną –Schronisko książek w Warszawie . Był to symboliczny gest pokazujący, że historia i kultura potrafią łączyć ludzi równie mocno jak muzyka czy wspólna zabawa.
Po wspólnych fotografiach wolontariuszki Joanna Amelka i Natalka zaprosiły gości honorowych na spacer po festiwalowym miasteczku. Każda strefa opowiadała inną historię, a razem tworzyły niezwykłą mozaikę kultur, pasji i ludzi. Na wydarzeniu obecny był również wieloletni były burmistrz Tralee Terry , a atmosferę festiwalu oglądali i opisywali dziennikarze lokalnej prasy oraz Radio Kerry. Już z daleka uwagę przyciągała jedna z najbardziej widowiskowych atrakcji – Wioska Wikingów. Grupa ULFHEDNAR HIRD IRELAND oraz HLYMREKR VIKING REENACTMENT GROUP przyjechali do Tralee na Festiwal.Paweł i Krzysztof wraz z grupą rekonstruktorów historycznych odtworzyli życie sprzed ponad tysiąca lat z niezwykłą dbałością o szczegóły. Drewniane wyposażenie, stroje, broń, namioty oraz codzienne rzemiosło pozwalały odwiedzającym dosłownie przenieść się do czasów narodzin pierwszych państw Europy. 
Prawdziwe emocje budziły pokazy walk wojowników w pełnym uzbrojeniu. Huk uderzających o siebie mieczy i tarcz przyciągał kolejne grupy widzów, którzy z zainteresowaniem słuchali opowieści o dawnych zwyczajach oraz historii pierwszych Słowian i Wikingów. Jednym z przewodników po tej niezwykłej podróży był Krzysztof – rekonstruktor historyczny i pasjonat dziejów Polski. Przez cały dzień opowiadał o początkach państwa Piastów, pierwszych grodach oraz znaczeniu Kalisza i Sandomierza dla polskiej historii. „To dla nas ogromny zaszczyt gościć mieszkańców Kalisza i Sandomierza. To miasta, które są żywymi świadkami narodzin naszej państwowości. Historia najlepiej żyje wtedy, gdy możemy opowiadać ją ludziom, którzy chcą poznawać własne korzenie.”
Wokół historycznego obozowiska nie brakowało pytań. Wielu Polaków zatrzymywało się na długie rozmowy, przyznając, że z ogromną przyjemnością słucha o własnej historii opowiadanej przez ludzi, którzy nie tylko ją znają, ale również potrafią ją ożywić. Kilkadziesiąt metrów dalej panował zupełnie inny świat – świat dziecięcej radości. Od pierwszych minut festiwalu strefa najmłodszych przeżywała prawdziwe oblężenie. Dmuchane zamki niemal nie pustoszały, a dzieci z niewyczerpaną energią wspinały się, skakały i zjeżdżały, nie mając nawet chwili na odpoczynek.
Wielkie zainteresowanie wzbudził pokaz grupy bębniarzy, po którym rozpoczęły się warsztaty dla wszystkich chętnych. Po chwili na bębnach grali już nie tylko dorośli, ale także najmłodsi uczestnicy, odkrywając, że muzykę można tworzyć wspólnie, bez względu na wiek.
Prawdziwym centrum rodzinnej zabawy okazały się animacje przygotowane przez ekipę ABC EDULIBRARY z Cork. Na trawie rozłożono koce, pojawiły się kredki, gry, szachy, piłki i hula-hop. Dzieci lepiły, rysowały, budowały i śmiały się razem z rodzicami. Dwie Alicje Kubuś i Robert z ogromnym zaangażowaniem pokazali, że najlepszą zabawą nie zawsze jest ekran telefonu.
Tego dnia telefony naprawdę przegrały z dziecięcą wyobraźnią.
Nieopodal swój obóz rozłożyli harcerze z Cork. Opowiadali o honorze, przyjaźni, służbie i życiu blisko natury. Śpiewali harcerskie piosenki i zachęcali dzieci oraz młodzież do wspólnej działalności.
Największą wiadomością była jednak zapowiedź utworzenia nowego oddziału harcerskiego w Tralee. „Chcemy, aby harcerstwo rozwijało się również tutaj. Wspólnie z Polonią Polanie stworzymy
miejsce, w którym młodzi ludzie będą uczyć się odpowiedzialności, współpracy i szacunku do drugiego człowieka.”
Obok swoje umiejętności prezentowali młodzi mistrzowie sportów walki. Bracia Filip i Franek z Killarney, odnoszący sukcesy w jiu-jitsu, opowiadali o swojej pasji, prezentowali medale oraz filmy z zawodów, a następnie pokazali efektowne techniki walki. Nie mniejsze brawa otrzymała trzynastoletnia mistrzyni muay thai Majka, udowadniając, że talent i ciężka praca nie mają wieku.
Spacerując pomiędzy alejkami festiwalowego miasteczka, można było odkrywać kolejne atrakcje. Na uczestników czekało kilkanaście stoisk rękodzielników, na których lokalni twórcy prezentowali swoje prace, wyroby artystyczne i ręcznie wykonane ozdoby. Dużym zainteresowaniem cieszyło się również stoisko „Portrety Emigracji”, skłaniające do rozmów o polskich losach poza granicami kraju, a najmłodsi z radością ustawiali się w kolejce do malowania twarzy, dzięki któremu w kilka chwil zamieniali się w tygrysy, motyle, super bohaterów czy bajkowe postacie.
Na zmęczonych spacerowiczów czekała także słodka niespodzianka. Jola i Lidia z uśmiechem częstowały gości domowymi ciastami przygotowanymi przez wolontariuszy. Pachnące wypieki znikały z talerzy równie szybko jak pojawiały się kolejne osoby spragnione chwili odpoczynku przy filiżance kawy i kawałku domowego ciasta. Był to kolejny dowód na to, że festiwal tworzyli ludzie dzielący się nie tylko swoim czasem, ale także sercem i gościnnością. Miłośnicy motoryzacji z zainteresowaniem oglądali klasyczne samochody- Poloneza i Włoskiego Fiata- oraz pokaz motocykli przygotowany przez dwie grupy pasjonatów Kudłaczy i Kerry Riders.

Kiedy muzyka połączyła tysiące ludzi. Już od pierwszych godzin było wiadomo, że scena stanie się sercem całego festiwalu. To właśnie tam przez cały dzień spotykały się różne style muzyczne, pokolenia i kultury. Nad tym, aby każdy dźwięk wybrzmiał idealnie, czuwał Jarek, odpowiedzialny za nagłośnienie całego wydarzenia. Dzięki jego pracy zarówno oficjalne przemówienia, jak i koncerty docierały do wszystkich uczestników zgromadzonych na Island of Geese.
Program sceniczny prowadził DJ Bogus, który z ogromną swobodą zapraszał kolejnych artystów, a pomiędzy występami dbał o doskonałą atmosferę. Gdy z głośników rozbrzmiewał festiwalowy hymn napisany przez Maćka – w polskiej i angielskiej wersji językowej – trudno było znaleźć osobę, która nie kołysałaby się w rytm muzyki. Dzieci tańczyły z rodzicami, młodzież tworzyła spontaniczne korowody, a starsi uczestnicy z uśmiechem wystukiwali rytm nogą.
Każdy koncert był zupełnie inny i właśnie ta różnorodność sprawiała, że publiczność pozostawała pod sceną przez wiele godzin. Zespół Dream River zabrał słuchaczy do świata subtelnych folkowych melodii. Delikatne brzmienia i nastrojowe kompozycje tworzyły atmosferę, w której każdy mógł odnaleźć własne wspomnienia i emocje. Chwilę później klimat całkowicie się zmienił. Dub Intruda porwał publiczność reggae, którego spokojny puls rozkołysał cały festiwal. Ludzie tańczyli na trawie, dzieci biegały z flagami, a muzyka niosła się daleko poza teren wydarzenia.
Jednym z niecodziennych momentów dnia był występ Bajzla, artysty z Polski, którego alternatywne brzmienie wypełniło przestrzeń mocnymi emocjami. Kulminacją koncertu okazało się wykonanie utworu „Już nie ma dzikich plaż”. Wśród publiczności zapanowała cisza. Wielu słuchaczy ocierało łzy, inni po prostu stali zamyśleni, wsłuchując się w każde słowo. Był to jeden z tych momentów, kiedy muzyka mówi więcej niż najpiękniejsze przemówienia.
Z kolei DJ Karina zamieniła festiwal w wielki parkiet pod gołym niebem. Gorące rytmy porwały uczestników do wspólnej zabawy, a przy scenie zrobiło się kolorowo i gwarno. W tym samym czasie chętni odbijali swoje dłonie zanurzone w farbach na przygotowanej pamiątkowej platformie. Powstało niezwykłe dzieło – pełne kolorowych śladów pozostawionych przez ludzi, którzy chcieli symbolicznie zaznaczyć swoją obecność podczas tego wyjątkowego dnia.
Największy aplauz publiczności zdobył jednak zespół folklorystyczny „Koniczyna”. Artyści aż trzykrotnie pojawiali się na scenie, prezentując tradycyjne polskie tańce w przepięknych, za każdym razem różnych barwnych strojach ludowych. Wirujące spódnice, haftowane gorsety, eleganckie kontusze i doskonale zsynchronizowane układy taneczne zachwycały zarówno Polaków, jak i Irlandczyków.

Wśród publiczności można było usłyszeć wiele komentarzy o podobieństwach między polskim i irlandzkim folklorem. Weronika, pielęgniarka, która przez cały dzień charytatywnie pełniła dyżur w punkcie pierwszej pomocy, ujęła to najpiękniej: „Patrząc na nasze i polskie tradycje ludowe, widzę bardzo wiele podobieństw. Łączy nas przywiązanie do korzeni, muzyki, tańca i rodzinnych wartości. To naprawdę piękne.” Można odnieść wrażenie, że właśnie zespół „Koniczyna” rozświetlił cały festiwal. Za każdym razem, gdy pojawiał się na scenie, publiczność spontanicznie nagradzała artystów długimi owacjami.
Nie mniejsze zainteresowanie panowało w strefie gastronomicznej. Zapach świeżo przygotowywanych potraw unosił się nad całym festiwalem, skutecznie przyciągając kolejnych gości. Do stoiska „Bumblebee by the Sea” przez cały dzień ustawiały się kolejki po wrocławskie knysze i warszawskie zapiekanki. Prawdziwym ambasadorem polskiej kuchni okazał się jednak tradycyjny bigos.
Przygotowany przez Małgosię z produktów przekazanych przez Olka z hurtowni w Tralee, a z uśmiechem serwowany przez Karolinkę, znikał z garnków w błyskawicznym tempie. Około 170 osób mogło spróbować tej potrawy. Po dokładki wracali nie tylko Polacy. Również irlandzcy goście z uznaniem chwalili smak bigosu, pytając o jego recepturę. Między stoiskami przez cały dzień spacerowały dwie wyjątkowe postacie – Myszka Miki oraz piesek z bajki „Psi Patrol”. Trudno było przejść obok nich obojętnie. Co chwilę zatrzymywały się do wspólnych zdjęć z dziećmi, przybijały „piątki” i rozdawały uśmiechy.
Dla najmłodszych były jednymi z największych bohaterów całego festiwalu. Przez cały dzień Zbigniew odbierał książki przekazywane przez darczyńców do powstającego polskiego punktu bibliotecznego w Tralee. „Z wielką przyjemnością przyjmowałem książki, które już wkrótce wypełnią półki naszego nowo powstającego punktu bibliotecznego. To inwestycja w przyszłość naszej społeczności.”
Ludzie , dzięki którym to wszystko się wydarzyło. Każdy uczestnik festiwalu widział uśmiechnięte twarze, kolorowe stoiska, koncerty i atrakcje. Niewielu jednak zdawało sobie sprawę z tego, ile pracy kryło się za tym jednym dniem. Kiedy pierwsi goście dopiero wychodzili z domów, na Island of Geese od wielu godzin pracowali już wolontariusze. Rozstawiali namioty, przenosili stoły i krzesła, rozwieszali dekoracje, przygotowywali scenę, oznaczali strefy i dopinali dziesiątki drobnych szczegółów, których później nikt już nie zauważał. I właśnie o to chodziło. Dobrze zorganizowany festiwal sprawia wrażenie, jakby wszystko działo się samo.
Przez cały dzień jedni pomagali wystawcom, inni kierowali uczestników do poszczególnych stref, dbali o porządek, odpowiadali na pytania gości, pomagali dzieciom i wspierali organizatorów tam, gdzie akurat byli najbardziej potrzebni. Wśród wolontariuszy byli dorośli, młodzież i dzieci. Wielu młodych ludzi zamiast spędzić sobotę z rówieśnikami zdecydowało się poświęcić swój czas innym. Pracowali z takim samym zaangażowaniem jak ich rodzice, pokazując, że wolontariat nie ma wieku.

Nad całością przedsięwzięcia czuwali dyrektorzy Stowarzyszenia Charytatywnego „Polonia Polanie” – Kasia, Madzia, Weronka i Mirek, razem z grupą swoich najbliższych współpracowników przez cały dzień rozwiązywali dziesiątki drobnych problemów, koordynowali pracę poszczególnych stref, pilnowali harmonogramu i dbali o to, aby wszystko przebiegało zgodnie z planem.
Dla odwiedzających był to dzień pełen zabawy. Dla organizatorów Edyty i Jacka Skwirów– wiele miesięcy przygotowań i kilkanaście godzin nieustannej pracy. Organizatorzy, Edyta i Jacek Skwira szczerze mówili o wdzięczności dla sponsorów i przyjaciół Stowarzyszenia za wszelką pomoc w organizacji tego wydarzenia.
„Każdy z naszych wolontariuszy dołożył swoją cegiełkę do tego wydarzenia. Bez Was nie byłoby tego festiwalu. Dziękuję dorosłym, młodzieży i dzieciom, które pracowały od rana do
późnego wieczora. Pokazaliście, że kiedy ludzie chcą działać razem, naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych.”
Słowa te najlepiej podsumowały atmosferę całego dnia. Bo II Polsko-Irlandzki Festiwal Integracyjny w Kerry nie był jedynie serią koncertów, pokazów i atrakcji. Był spotkaniem ludzi, którzy na co dzień mówią różnymi językami, mają różne tradycje i pochodzą z różnych zakątków świata, a mimo to potrafili wspólnie śmiać się, tańczyć, rozmawiać i spędzić razem czas.
Nie było tu podziału na Polaków i Irlandczyków. Byli sąsiedzi. Rodziny. Przyjaciele. Byli ludzie ciekawi siebie nawzajem. To właśnie dlatego przez cały dzień na Island of Geese nie było czuć oficjalnego charakteru wielkiego wydarzenia. Czuło się coś znacznie ważniejszego – wspólnotę.
Dzieci wracały do domów z balonami, kolorowymi rysunkami i zmęczonymi nogami po wielu godzinach zabawy. Dorośli zabierali ze sobą zdjęcia, nowe znajomości i wspomnienia.
Wolontariusze – choć zmęczeni – opuszczali teren festiwalu z satysfakcją, że po raz kolejny udało się stworzyć wydarzenie, o którym będzie mówiło całe Tralee.
Wieczorem namioty zaczęły znikać, scena powoli cichła, a ostatni goście opuszczali park. Jeszcze chwilę wcześniej miejsce tętniące muzyką, śmiechem i rozmowami powoli wracało
do swojej codzienności.
Pozostało jednak coś, czego nie da się spakować do samochodu ani schować do magazynu. Pozostały wspomnienia. Jeżeli ideą festiwalu była integracja, wzajemny szacunek i budowanie mostów pomiędzy kulturami, to 28 czerwca 2026 roku na Island of Geese cel ten został osiągnięty w najpiękniejszy możliwy sposób.
Bo czasami wystarczy jeden letni dzień, odrobina dobrej woli i kilka tysięcy ludzi, aby przekonać się, że słowo „razem” naprawdę ma wielką moc.

Edyta Skwira
Zdjęcia: Konrad Paprocki Photography
Written by: Justyna Roj
festival festiwal festiwal w kerry integracja Kerry polacy polacy w kerry polacywtralee polonia razem tralee
…ladowanie utworów w toku
18:00 - 19:00
18:00 - 20:00
Prowadzi Mariusz Dujka
11:00 - 12:00
15:00 - 15:30
19:00 - 20:00
Post comments (0)